Dlaczego ciągle trafiam na podobnych partnerów? O schematach relacyjnych i wpływie rodziny pochodzenia

Jednym z najczęstszych tematów, z jakimi zgłaszają się pary, jest napięcie pomiędzy potrzebą bliskości a potrzebą niezależności. Im bardziej jedna strona próbuje się zbliżyć, tym bardziej druga się oddala. Im bardziej druga się oddala, tym mocniej pierwsza walczy o kontakt. Pod powierzchnią takich konfliktów często znajduje się coś znacznie głębszego. Lęk przed utratą więzi. Lęk przed utratą siebie. Potrzeba bezpieczeństwa. Potrzeba autonomii. W gabinecie widzę ludzi, którzy próbują budować bliskość najlepiej, jak potrafią, korzystając z doświadczeń, które wynieśli z własnej historii życia. Czasami ta historia pomaga tworzyć bezpieczne związki. Czasami sprawia, że nieświadomie powtarzamy stare schematy. Dobra wiadomość jest taka, że nasze wzorce relacyjne nie są wyrokiem. To, czego nauczyliśmy się w relacjach, może zostać również uzdrowione w relacjach w tym także w bezpiecznej relacji terapeutycznej.

„Znów skończyło się tak samo.” To zdanie słyszę w swoim gabinecie bardzo często.

Czasami wypowiada je kobieta po kolejnym rozstaniu. Czasami mężczyzna, który właśnie uświadomił sobie, że po raz kolejny znalazł się w relacji, w której czuje się samotny, nieważny lub nieustannie oceniany.

Kiedy zaczynamy przyglądać się historii ich związków, często okazuje się, że partnerzy byli bardzo różni. Mieli inne charaktery, wykonywali inne zawody, inaczej wyglądali i prowadzili odmienne style życia. A jednak po pewnym czasie pojawiały się podobne emocje.  Poczucie odrzucenia.  Lęk przed utratą relacji. Trudność w stawianiu granic. Przekonanie, że trzeba zasłużyć na miłość.

Albo przeciwnie – potrzeba dystansu i wycofania się, gdy tylko druga osoba staje się naprawdę bliska.

W takich momentach pojawia się ważne pytanie: czy rzeczywiście trafiamy na podobnych partnerów przypadkiem?

Nie wybieramy partnerów wyłącznie rozsądkiem

Lubimy myśleć, że wybór partnera jest świadomą decyzją.

Zwracamy uwagę na wartości, poczucie humoru, zainteresowania czy sposób życia. To wszystko ma znaczenie. Jednocześnie istnieje druga warstwa, znacznie mniej świadoma.

To właśnie ona sprawia, że niektóre osoby wydają nam się od pierwszego spotkania wyjątkowo bliskie, interesujące albo intrygujące.

Często nie zakochujemy się wyłącznie w tym, czego potrzebujemy.

Zakochujemy się również w tym, co jest nam znajome.

Nawet wtedy, gdy to, co znane, było źródłem cierpienia.

Pierwsza szkoła relacji

Kiedy rozmawiam z klientami o ich związkach, bardzo często wcześniej czy później wracamy do rodziny pochodzenia.

Nie po to, aby szukać winnych. Nie po to, aby oceniać rodziców.

Ale dlatego, że to właśnie tam uczymy się pierwszych doświadczeń bliskości.

To tam dowiadujemy się, czy nasze emocje są mile widziane.

Czy możemy liczyć na wsparcie.  Czy wolno nam mieć własne zdanie. Czy konflikt oznacza koniec relacji.

Czy możemy być sobą i jednocześnie pozostać kochani. Dziecko nie uczy się tego z rozmów ani książek.

Uczy się poprzez codzienne doświadczenie.

Jeżeli opiekunowie byli dostępni emocjonalnie, przewidywalni i zainteresowani światem dziecka, buduje ono poczucie bezpieczeństwa. Z czasem zaczyna wierzyć, że relacje mogą być źródłem wsparcia, a bliskość nie zagraża jego autonomii.

Jeżeli jednak doświadczało odrzucenia, krytyki, chłodu emocjonalnego lub nieprzewidywalności, może wykształcić zupełnie inne przekonania o sobie i o innych ludziach.

Dlaczego wybieramy to, co znamy?

Jednym z największych paradoksów ludzkiej psychiki jest to, że często bardziej ufamy temu, co znajome, niż temu, co dobre.

Osoba, która dorastała przy emocjonalnie niedostępnym rodzicu, może później odczuwać szczególne przyciąganie do partnerów, którzy również są zdystansowani.

Nie dlatego, że świadomie tego chce.

Nie dlatego, że lubi cierpieć.

Po prostu taki sposób bycia w relacji jest jej dobrze znany.

Z kolei ktoś, kto wychowywał się w atmosferze ciągłego napięcia i nieprzewidywalności, może doświadczać spokoju jako czegoś dziwnie obcego. Zdarza się wtedy, że bezpieczna relacja wydaje się „nijaka”, a intensywna i pełna emocjonalnych zwrotów akcji zostaje pomylona z miłością.

Kiedy przeszłość spotyka teraźniejszość

W swojej praktyce często obserwuję sytuacje, w których partnerzy reagują nie tylko na siebie nawzajem, ale również na własną historię.

Partner nie odpisuje przez kilka godzin.

Obiektywnie może oznaczać wiele rzeczy.

Jest zajęty.

Prowadzi spotkanie.

Potrzebuje chwili dla siebie.

Jednak dla osoby, która wielokrotnie doświadczała odrzucenia lub emocjonalnej niedostępności, taka sytuacja może uruchamiać ogromny lęk.

Nie chodzi już wyłącznie o brak wiadomości.

Pojawia się stary, dobrze znany ból.

To dlatego czasami intensywność naszych reakcji wydaje się nieproporcjonalna do sytuacji.

Reagujemy nie tylko na teraźniejszość.

Reagujemy również na ślady wcześniejszych doświadczeń.

Bliskość czy autonomia?

Jednym z najczęstszych tematów, z jakimi zgłaszają się pary, jest napięcie pomiędzy potrzebą bliskości a potrzebą niezależności.

Jedna osoba mówi:

„Potrzebuję więcej kontaktu.”

Druga odpowiada:

„Potrzebuję więcej przestrzeni.”

Im bardziej jedna strona próbuje się zbliżyć, tym bardziej druga się oddala.

Im bardziej druga się oddala, tym mocniej pierwsza walczy o kontakt.

W efekcie obie osoby zaczynają cierpieć.

Pracując z parami zauważam, że pod powierzchnią takich konfliktów często znajduje się coś znacznie głębszego.

Lęk przed utratą więzi.

Lęk przed utratą siebie.

Potrzeba bezpieczeństwa.

Potrzeba autonomii.

To nie są przeciwieństwa.

To dwie równie ważne potrzeby, które większość z nas próbuje pogodzić przez całe życie.

Wpływ wcześniejszych związków

Na nasze wybory wpływa nie tylko rodzina pochodzenia.

Każda ważna relacja pozostawia ślad.

Rozstanie, zdrada, wieloletnia krytyka czy doświadczenie odrzucenia mogą sprawić, że stajemy się bardziej ostrożni.

Czasami zaczynamy chronić się przed kolejnym zranieniem poprzez wycofanie.

Czasami poprzez nadmierną kontrolę.

Czasami poprzez nieustanne poszukiwanie potwierdzenia, że jesteśmy kochani.

Choć te strategie miały nas chronić, nie zawsze pomagają budować bliskość.

Niekiedy wręcz utrwalają samotność, której tak bardzo chcemy uniknąć.

Czy można przerwać ten schemat?

Tak.

Ale zwykle nie dzieje się to poprzez znalezienie idealnego partnera.

Zmiana zaczyna się od większej świadomości siebie.

Od zauważenia własnych wzorców.

Od ciekawości wobec swoich reakcji.

Od zadania sobie pytania:

„Co właściwie powtarza się w moich relacjach?”

Nie po to, aby się obwiniać.

Po to, aby lepiej zrozumieć siebie.

W psychoterapii Gestalt zakładamy, że człowiek może rozwijać się poprzez poszerzanie świadomości. Kiedy zaczynamy rozumieć własne sposoby budowania relacji, pojawia się większa możliwość wyboru.

A tam, gdzie pojawia się wybór, zaczyna się zmiana.

Na zakończenie

Po latach pracy terapeutycznej coraz rzadziej myślę o relacjach w kategoriach szczęścia lub pecha.

Znacznie częściej widzę ludzi, którzy próbują budować bliskość najlepiej, jak potrafią, korzystając z doświadczeń, które wynieśli z własnej historii życia.

Czasami ta historia pomaga tworzyć bezpieczne związki. Czasami sprawia, że nieświadomie powtarzamy stare schematy.

Dobra wiadomość jest taka, że nasze wzorce relacyjne nie są wyrokiem.

To, czego nauczyliśmy się w relacjach, może zostać również uzdrowione w relacjach — z partnerem, z ważnymi ludźmi wokół nas, a czasem także w bezpiecznej relacji terapeutycznej.

 

Podobne artykuły:

Strona Internetowa z Systemem Rezerwacji - ROCKET