Chroniczne zmęczenie, napięcie w ciele, problemy ze snem, kołatanie serca, ucisk w klatce piersiowej, zaciskanie szczęki, bóle głowy, problemy żołądkowe.
Coraz więcej osób trafia z takimi objawami do gabinetów lekarskich. Pojawiają się różne rozpoznania: przewlekłe przeciążenie, stany napięciowe, coraz częściej diagnozowana jest tężyczka. Objawy fizyczne zawsze wymagają rzetelnej diagnostyki medycznej.
Niemniej jednak równie często okazuje się, że sama odpowiedź na pytanie „Co mi jest?” nie wystarcza. Gdyż to nie tylko sam objaw domaga się uwagi, ale sposób, w jaki od dawna obchodzimy się ze sobą i organizujemy swoje życie.
Jak przestajemy zauważać siebie?
Czasem zaczyna się od jednego traumatycznego zdarzenia. Ale częściej dzieje się powoli i wynika nie z jednego momentu, a z powtarzania przez lata tego samego sposobu funkcjonowania.
Od dziecka uczymy się przede wszystkim dostosowywać, odbierając komunikaty typu:
- „Nie przesadzaj.”
- „Wytrzymaj jeszcze chwilę.”
- „Nie płacz.”
- „Teraz nie ma czasu.”
To zdania, które w konkretnych sytuacjach mogą pomagać. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy z czasem zaczynają organizować sposób życia.
Kiedy coraz lepiej wiemy, czego oczekują od nas inni: rodzic, partner, szef, dzieci. A coraz trudniej jest znaleźć odpowiedź na pytanie: Czego potrzebuję ja?
Nie dlatego, że jej nie ma. Tylko dlatego, że przez lata częściej patrzymy na zewnątrz niż do wnętrza siebie. Na obowiązki, zadania, oczekiwania, na to, żeby dać radę.
Z czasem coraz bardziej ufamy temu, czego oczekuje od nas świat, niż temu, czego sami doświadczamy.
Jak to rozpoznać?
Kiedy ktoś od miesięcy próbuje znaleźć przyczynę przewlekłego napięcia, zaburzeń snu czy nagle spotyka się z diagnozą typu tężyczka, łatwo odnieść wrażenie, że problem zaczął się dopiero teraz.
Tymczasem dla wielu osób jest to moment, w którym zatrzymują się na tyle, by zadać sobie pytanie: Jak żyję?
Nie dlatego, że objawy zawsze mają podłoże psychiczne. I nie dlatego, że każda trudność jest skutkiem stresu. Ale dlatego, że czasem doświadczenie choroby, przeciążenia albo przewlekłego napięcia przerywa sposób funkcjonowania, który przez lata wydawał się oczywisty.
Nagle okazuje się, że od dawna trudno naprawdę odpocząć. Że nawet podczas urlopu trudno przestać być w gotowości. Że organizm pozostaje napięty, jakby za chwilę znowu trzeba było czymś się zająć. Że zmęczenie zauważalne jest dopiero wtedy, kiedy nie da się go już zignorować.
Co może zmienić terapia?
W psychoterapii Gestalt nie oddziela się ciała od całego doświadczenia, w tym od tego, jak funkcjonujemy. Napięcie, sposób oddychania, zmęczenie czy trudność z odpoczynkiem nie są odrębnymi zjawiskami. Są częścią sposobu, w jaki doświadczamy życia, podobnie jak emocje, myśli, relacje.
Psychoterapia Gestalt nie polega na usuwaniu objawów ani na szukaniu jednej przyczyny trudności.
Jest miejscem, w którym można zacząć odzyskiwać kontakt z własnym doświadczeniem. Zauważać, kiedy przekraczamy własne granice. Rozpoznawać potrzeby, które przez długi czas schodziły na dalszy plan. Sprawdzać, jak funkcjonujemy w relacjach i czego oczekujemy od siebie.
Nie po to, by żyć bez napięcia. To niemożliwe.
Ale po to, by napięcie nie było jedynym sposobem funkcjonowania, jaki znamy.
Na zakończenie
Być może ciało nie mówi nam niczego, czego już w jakiś sposób nie doświadczamy.
Często jednak to ono staje się momentem zatrzymania. Zaczyna wysyłać sygnały, które trudniej zignorować. Dlatego, że życie w ciągłym dostosowaniu ma swoje granice.
I dopiero wtedy kiedy zwrócimy uwagę na te sygnały zaczynamy zadawać sobie pytania, na które od dawna nie było miejsca.
Nie tylko: Co mi jest?
Ale również (a może przede wszystkim): Czy sposób, w jaki żyję, naprawdę mi służy?
Autorka tekstu: Ewa Rutczyńska-Jamróz, Psychoterapeutka Gestalt w Most do siebie



