Baby blues czy depresja poporodowa? Kiedy rodzi się mama i jak odnaleźć siebie po porodzie

Macierzyństwo to nie tylko narodziny dziecka. To także narodziny kobiety w zupełnie nowej roli. Jak odróżnić naturalny baby blues od depresji poporodowej i z większą łagodnością odnaleźć siebie po porodzie?

Kiedy rodzi się mama. Jak odróżnić baby blues od depresji poporodowej i odnaleźć siebie po porodzie

Kiedy zostajemy mamami, zmienia się niemal wszystko

Kiedy zostajemy mamami, zmienia się niemal wszystko. Nie tylko nasze ciało, rytm dnia czy ilość przespanych godzin.

Zmienia się także sposób, w jaki patrzymy na siebie i na świat.

Choć wokół narodzin dziecka często mówi się o szczęściu, wzruszeniu i spełnieniu, wiele kobiet doświadcza w tym czasie również emocji, o których mówi się znacznie rzadziej – lęku, zagubienia, smutku, złości czy poczucia, że „powinnam sobie radzić lepiej”.

 

Być może właśnie dlatego nie zamierzałam napisać kolejnego artykułu o tym, jak być dobrą mamą.

Chciałabym raczej zaprosić Cię do wspólnego przyjrzenia się temu, co dzieje się z kobietą, kiedy rodzi się jej dziecko.

Przez wiele lat miałam możliwość towarzyszyć kobietom na różnych etapach tej drogi – przygotowując je do porodu, będąc obok w czasie narodzin dziecka, a dziś spotykając się z nimi w gabinecie psychoterapeutycznym.

Każde z tych doświadczeń utwierdza mnie w przekonaniu, że macierzyństwo nie jest wydarzeniem. Jest procesem.

Procesem, który obejmuje nie tylko narodziny dziecka, ale również stopniowe narodziny mamy.

 

Pytania, które słyszę najczęściej

Każda z kobiet, z którymi się spotkałam, miała własną historię, własne doświadczenia i własne obawy.

Zauważyłam jednak, że bardzo często powracały podobne pytania…

„Dlaczego ciągle płaczę, skoro tak bardzo czekałam na to dziecko?”

„Czy to normalne, że czuję się przytłoczona?”

„Czy jestem złą mamą, skoro czasami marzę tylko o tym, żeby przez chwilę pobyć sama?”

„Co się ze mną dzieje? Przecież powinnam być szczęśliwa.”

 

Za każdym razem, kiedy słyszę te słowa, myślę o tym, jak wiele presji towarzyszy współczesnemu macierzyństwu.

Z jednej strony kobieta mierzy się z:

  • ogromnymi zmianami hormonalnymi,
  • fizycznym wyczerpaniem,
  • niedoborem snu.

Z drugiej – często czuje, że powinna odnaleźć się w nowej roli niemal natychmiast.

  • Z uśmiechem.
  • Bez zwątpienia.
  • Bez prawa do słabości.

 

Narodziny dziecka to także narodziny nowej tożsamości

Tymczasem narodziny dziecka są również narodzinami nowej tożsamości kobiety.

To proces, który wymaga czasu.

Czasem przynosi ogromną radość, a czasem wiąże się z żałobą po życiu, które właśnie się zmieniło.

Można jednocześnie kochać swoje dziecko i tęsknić za dawną swobodą.

Można czuć wdzięczność i jednocześnie doświadczać zmęczenia tak głębokiego, że trudno rozpoznać własne emocje.

 

Nie każde obniżenie nastroju po porodzie oznacza depresję poporodową.

Nie każde łzy są powodem do niepokoju.

Są jednak sytuacje, kiedy cierpienie młodej mamy wymaga uważności i profesjonalnego wsparcia.

Warto wiedzieć, jak odróżnić naturalną adaptację do nowej roli od objawów, które mogą świadczyć o rozwijającej się depresji poporodowej.

 

O czym przeczytasz w tym artykule?

W tym artykule chciałabym opowiedzieć nie tylko o różnicach między baby blues a depresją poporodową.

Chciałabym również przyjrzeć się temu, jak ogromny wpływ na nasze samopoczucie mają:

  • niewyspanie,
  • przeciążenie,
  • zmiany zachodzące w poczuciu własnej tożsamości.

Bo z mojego doświadczenia wynika, że właśnie zrozumienie tych procesów często staje się dla kobiet pierwszym krokiem do większej łagodności wobec siebie.

Narodziny dziecka to także narodziny matki

Kiedy czekamy na narodziny dziecka, przygotowujemy pokój, kompletujemy wyprawkę, czytamy poradniki i uczymy się pielęgnacji noworodka.

Znacznie rzadziej rozmawiamy o tym, że wraz z dzieckiem rodzi się również matka.

 

Kobieta, która jeszcze kilka miesięcy wcześniej funkcjonowała w znanym sobie świecie, nagle zaczyna odnajdywać się w rzeczywistości pełnej nowych obowiązków, nowych emocji i nowych pytań.

To naturalne, że potrzebuje czasu, by oswoić tę zmianę.

 

Czy od pierwszego dnia trzeba być „dobrą mamą”?

W gabinecie często rozmawiam z kobietami, które bardzo wysoko ustawiają sobie poprzeczkę.

Chcą być spokojne, cierpliwe, uważne. Chcą od razu wiedzieć, jak być „dobrą mamą”. Jakby już od pierwszych dni po porodzie miały odnaleźć się w zupełnie nowej roli.

Zamiast szukać odpowiedzi za nie, zachęcam je do zatrzymania się przy pytaniu:

Skąd właściwie bierze się przekonanie, że od początku muszę być „jakąś” mamą?

Przecież ta relacja dopiero się rodzi.

Tak samo jak nie oczekujemy od noworodka, że pierwszego dnia po narodzinach będzie chodził, trudno oczekiwać od kobiety, że od razu będzie wiedziała, jaką chce być mamą.

Oboje uczą się nowej rzeczywistości. Oboje potrzebują czasu.

 

Czyj głos słyszysz, kiedy myślisz o sobie jako mamie?

A Ty?

Kiedy myślisz o sobie jako mamie, czyj głos słyszysz w swojej głowie?

  • Swój?
  • Mamy?
  • Babci?
  • Położnej?
  • Teściowej?
  • Social mediów?

A może wszystkich naraz?

 

Być może nigdy wcześniej nie zadawałaś sobie tych pytań.

W codziennym biegu nie było na to przestrzeni.

Dopiero pojawienie się dziecka sprawia, że wiele kobiet zaczyna przyglądać się sobie z zupełnie innej perspektywy.

 

Macierzyństwo spotyka się z historią naszego dzieciństwa

W gabinecie często obserwuję, że wraz z narodzinami dziecka wracają również wspomnienia własnego dzieciństwa.

Czasami są bardzo konkretne. Kobieta przypomina sobie sposób, w jaki mama reagowała na jej płacz, jak okazywała czułość, jak radziła sobie z trudnymi emocjami.

Innym razem są to bardziej subtelne odczucia – trudne do nazwania, ale obecne gdzieś w ciele.

Pojawia się myśl:

„Muszę zrobić to inaczej niż moja mama.”

Albo przeciwnie:

„Chciałabym dać mojemu dziecku to, czego sama kiedyś doświadczyłam.”

 

Nie dzieje się tak przypadkiem.

Macierzyństwo bardzo często staje się momentem spotkania nie tylko z własnym dzieckiem, ale również z własną historią.

 

Margaret Mahler opisywała, jak pierwsza relacja z opiekunem wpływa na rozwój naszej tożsamości.

Późniejsze badania nad teorią przywiązania pokazały, że doświadczenie bliskości, bezpieczeństwa i ukojenia może mieć znaczenie również dla relacji, które tworzymy jako dorośli.

Nie oznacza to jednak, że nasze dzieciństwo wyznacza przyszłość.

Raczej staje się punktem, z którego możemy z większą świadomością wyruszyć własną drogą.

 

Zamiast pytać „jak być dobrą mamą”…

Zauważam, że kiedy kobiety zaczynają rozumieć, skąd biorą się ich przekonania o macierzyństwie, pojawia się coś bardzo cennego – przestrzeń na wybór.

Już nie pytają wyłącznie:

„Jak mam być dobrą mamą?”

Coraz częściej pojawia się inne pytanie:

„Jaką mamą chcę być dla mojego dziecka?”

To pytanie nie potrzebuje natychmiastowej odpowiedzi.

Ono dojrzewa razem z relacją.

 

Kiedy wokół młodej mamy pojawia się wielu „ekspertów”

Jednocześnie bardzo szybko okazuje się, że wokół młodej mamy pojawia się wielu „ekspertów”.

Jedni mówią, że dziecko powinno spać we własnym łóżeczku.

Inni zachęcają do wspólnego spania.

Jedni zalecają karmienie na żądanie.

Inni – według zegarka.

Ktoś uważa, że nosisz dziecko za dużo.

Ktoś inny, że za mało.

 

Większość tych rad płynie z troski i dobrych intencji.

Jednak kiedy słyszymy ich zbyt wiele, łatwo zgubić własny głos.

 

Dlatego czasami podczas terapii zadaję kolejne pytanie:

Po czyich słowach najbardziej zaczynasz wątpić w siebie jako mamę?

Nie po to, żeby kogokolwiek oceniać.

Ani po to, żeby odrzucać doświadczenie innych.

Bardziej po to, by zauważyć, jak wiele różnych głosów mieszka w nas obok naszego własnego.

A gdyby na chwilę wszystkie te głosy ucichły…

Co mówi Ci Twoje doświadczenie i Twoja matczyna intuicja płynąca z miłości do dziecka?

Co zauważasz, kiedy patrzysz na swoje dziecko i jego reakcje?

 

Każda relacja odnajduje swój własny rytm

Każde dziecko jest inne.

Ma własny temperament.

Własną wrażliwość.

Własny sposób komunikowania swoich potrzeb.

 

Każda mama również jest inna.

Dlatego nie wierzę, że istnieje jeden właściwy sposób bycia mamą.

Wierzę natomiast, że każda relacja między mamą a dzieckiem jest niepowtarzalna i stopniowo odnajduje swój własny rytm.

Nie trzeba go tworzyć według gotowego scenariusza.

Można go odkrywać dzień po dniu.

 

Paradoksalna teoria zmiany – od walki do życzliwości wobec siebie

W psychoterapii Gestalt istnieje myśl, która od lat jest mi szczególnie bliska.

Mówi ona, że prawdziwa zmiana nie zaczyna się od walki z tym, kim jesteśmy, ale od życzliwego spotkania z sobą takimi, jakimi jesteśmy właśnie teraz.

 

Na pierwszy rzut oka może wydawać się to paradoksalne.

Przecież często wierzymy, że zmienimy się dopiero wtedy, gdy będziemy bardziej zdyscyplinowane, bardziej wymagające wobec siebie, narzucimy sobie cele albo kiedy w końcu zaczniemy robić wszystko „tak, jak trzeba”.

Z mojego doświadczenia wynika jednak, że dzieje się coś zupełnie innego.

Dlatego w Gestalt nazywamy to „paradoksalną teorią zmiany”.

 

Największa zmiana zaczyna się bowiem wtedy, kiedy kobieta przestaje walczyć z tym, że jest zmęczona, zagubiona czy pełna wątpliwości.

Kiedy zamiast kolejny raz pytać siebie:

„Dlaczego sobie z tym nie radzę?”

zatrzymuje się i z ciekawością próbuje zrozumieć:

„Czego teraz najbardziej potrzebuję?”

 

To nie oznacza rezygnacji z rozwoju.

Przeciwnie.

Oznacza stworzenie sobie takich warunków, w których rozwój może wydarzyć się w sposób naturalny –  z uważnością na relację i życzliwością do siebie.

 

„Samowspółczucie” nie oznacza pobłażania sobie

Coraz częściej obserwuję, że właśnie z takiej postawy rodzi się większe zaufanie do siebie.

Kobieta przestaje koncentrować się na tym, czy spełnia wszystkie wyobrażenia o „dobrej mamie”, a zaczyna uważniej dostrzegać siebie i swoje dziecko.

Łatwiej zauważa, co działa w ich relacji, a co nie.

Coraz mniej porównuje się z innymi, a coraz bardziej uczy się dostrajać do tego jednego, wyjątkowego dziecka, które ma przed sobą.

 

To prowadzi mnie do pojęcia, które w ostatnich latach coraz częściej pojawia się zarówno w psychologii, jak i w badaniach naukowych – „samowspółczucia”.

Choć nazwa może brzmieć nieco obco, w swojej istocie nie oznacza pobłażania sobie ani rezygnacji z odpowiedzialności.

Rozumiem je raczej jako umiejętność traktowania siebie z taką samą życzliwością, z jaką spontanicznie odnosimy się do osoby, którą kochamy.

 

Zastanawiam się czasem, dlaczego młodym mamom tak łatwo jest z czułością reagować na płacz swojego dziecka, a jednocześnie z taką surowością oceniać własne łzy, zmęczenie czy chwile zwątpienia.

Być może właśnie wtedy najbardziej potrzebują nie kolejnej dobrej rady, ale odrobiny tej samej czułości skierowanej do samych siebie.

 

W ostatnich latach psycholożka Kristin Neff, która od wielu lat bada „samowspółczucie” (ang self-compassion), zauważyła coś bardzo ciekawego.

Okazuje się, że osoby, które potrafią odnosić się do siebie z większą życzliwością, nie stają się mniej odpowiedzialne czy mniej zaangażowane.

Wręcz przeciwnie – łatwiej radzą sobie z trudnymi emocjami, rzadziej ulegają wewnętrznemu krytykowi i szybciej odzyskują równowagę po trudnych doświadczeniach.

 

To bardzo współgra z tym, co obserwuję podczas spotkań z młodymi mamami.

Kiedy przestają walczyć z tym, że są zmęczone, kiedy pozwalają sobie nie wiedzieć wszystkiego od razu i z większą czułością odnoszą się do swoich potknięć, zaczynają dziać się małe, ale bardzo ważne zmiany.

Nie dzieją się one dlatego, że ktoś nauczył je idealnego rodzicielstwa.

Ale zachodzą w nich, ponieważ coraz bardziej ufają sobie i swojej relacji z dzieckiem, intuicyjnie dostrajając się w tej relacji.

 

Na zakończenie

Kiedy kończę spotkania z kobietami w ciąży lub młodymi mamami, często zostaję z myślą, że macierzyństwo nie jest egzaminem, który można zdać na szóstkę. Jest relacją.

A każda relacja potrzebuje czasu, uważności i gotowości do poznawania siebie nawzajem.

Być może właśnie dlatego nie wierzę w idealne mamy.

Wierzę natomiast w mamy, które każdego dnia próbują na nowo odnaleźć kontakt ze swoim dzieckiem i z samymi sobą.

Czasem z większą pewnością, czasem z wątpliwościami.

Czasem z zachwytem, a czasem ze zmęczeniem.

I to wszystko może być częścią tej samej historii.

 

Jeśli po przeczytaniu tego artykułu miałabym zostawić Ci jedną myśl, byłaby ona bardzo prosta.

Nie musisz od pierwszego dnia wiedzieć, jaką mamą będziesz.

Ta odpowiedź nie rodzi się w chwili porodu.

Ona rodzi się każdego dnia – w tysiącach małych spotkań z Twoim dzieckiem.

 

I chciałabym zostawić Cię jeszcze z jednym pytaniem:

A gdybyś przez chwilę spróbowała potraktować siebie z taką samą czułością, z jaką patrzysz na swoje dziecko… co mogłoby się wtedy zmienić?

O autorce

Beata Molska – certyfikowana psychoterapeutka Gestalt (EAGT), psychoterapeutka okołoporodowa.

Od wielu lat towarzyszę kobietom w ciąży, podczas porodu i po narodzinach dziecka. Zanim zostałam psychoterapeutką, prowadziłam szkołę rodzenia, pracowałam jako fizjoterapeutka i wspierałam kobiety jako doula. Dziś spotykam się z nimi w gabinecie psychoterapeutycznym, pomagając odnaleźć się w jednej z największych życiowych zmian.

Jestem również mamą dorosłych dzieci i babcią czwórki wnucząt. Wierzę, że macierzyństwo nie jest drogą do bycia idealną, ale do coraz głębszego spotkania z sobą i z własnym dzieckiem.

 

Podobne artykuły:

Strona Internetowa z Systemem Rezerwacji - ROCKET